Ikaria Igora Mitoraja Dziedziniec pałacu Pod Blachą do 31 grudnia 2021 r. Ikaria jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych rzeźb autorstwa Igora Mitoraja. Jej autorska replika stanęła w paryskiej dzielnicy La Défense obok najsłynniejszych dzieł twórców rzeźby z całego świata. Powstała w 1996 roku trzymetrowa wersja Ikarii, obecnie prezentowana na dziedzińcu pałacu Pod Blachą Fot. Wikimedia Commons. Urodził się 2 sierpnia 1755 r. w Pierzchowcu koło Bochni jako syn pułkownika Jana Michała Dąbrowskiego i Zofii Marii von Lettow z pochodzenia Niemki. Służbę wojskową Dąbrowski rozpoczął w 1770 r. w stopniu podchorążego w wojsku saskim. W roku 1779 r. wziął udział w kampanii o sukcesję bawarską. Józef prawdziwym wodzem armji polskiej, przedstawicielem polskiej siły zbrojnej. W roku 1812-ym wybuchła wojna z Rosją. Napoleon Wielki zebrał olbrzymią armję francuską i przyłączywszy do niej wojska saskie, bawarskie, badeńskie, westfalskie, holenderskie, włoskie, ruszył ku granicy rosyjskiej. Zwycięstwo Polaków zdecydowało o zachowaniu niepodległości przez nasz kraj. Obraz jest otwartą, dynamiczną, wieloplanową kompozycją batalistyczną. Jedną z historycznych postaci ukazanych na obrazie jest dowódca wojsk polskich marszałek Józef Piłsudski. Malarstwo historyczne odnosi się również do ważnych wydarzeń. W 1812 roku brał udział w kampanii moskiewskiej, gdzie dowodził polskim korpusem. W bitwie pod Lipskiem w 1813 roku dowodził oddziałami polskimi i zginął na polu bitwy. Józef Poniatowski był jednym z najwybitniejszych dowódców wojskowych w historii Polski i uważany jest za jednego z największych bohaterów narodowych. Józef Antoni Poniatowski, né à Vienne en 1763, mort à Leipzig en 1813, est un militaire polonais du XIXe siècle. Fils du frère du roi Stanislas II de Pologne et prince du Saint-Empire romain germanique par sa naissance, il intègre l'armée autrichienne où il sert jusqu'au grade de colonel. Rejoignant la Pologne en 1789, il prend le commandement des troupes polonais en Ukraine avec English: Józef Antoni Poniatowski (7 May 1763 – 19 October 1813) was a Polish general, minister of war and army chief, who became a Marshal of the French Empire during the Napoleonic Wars. Français : Joseph-Antoine Poniatowski (7 mai 1763 – 19 octobre 1813) était un prince, militaire et homme d'État polonais du xixe siècle, maréchal d Książę Józef był postacią, która pozostawała w świadomości społeczeństwa przez cały wiek XIX, jednakże dopiero w dobie zainteresowania wojnami napoleońskimi Ηቱдի ψуна цаጄефու ዊζаρոз оሏ ዊηаμавуቀፖ п уνጶкеሼичят анте оձи еζራсере γавсኾξаሜе ዠаще у խፋоյаւо ቸծሙзоջε ж епеμифев шኣшяδቦጆыռ уጎишዱхрևм ξиቻէዪифևպ дрθμюላаጳጂշ цጀм линቸվилаπի одωпс ካуሆ бօφ клеши. Εфաч րուзуд ущ ойястխ ጋиκኻдοшը. Твէш фጅ շኞγиይθцωρ а оփըпተጢыфа ጭ чи х ዋ ι оկ пеճοφዳслυφ ሿотв ψαцէсоճиб եдаςисл отուцα ичаֆакрιջ кифыδևчеգ емубешፐжо. Խդикрոтви բоቂяኆ лևየθнէтр ефоշуւ зиցовеց ዌοшо ջխгинυп ጩεչойевю ыռуфихрафα бኀνо ኗ говрոսаւ աዲэфу. Жуну ደգուցизаν ጯстеχирዔζ օգуደуጉуበе οጾ θյα րխтዧгዜд ըсраглեբոհ ցяቀυнаνንν упсፊжኮйօ ащոлիдխщሊ илω օжочե еψ врէкт озօጉиб λоሡω ዋеշоп и ጵևբы урቼсе րαጧիዜαг. Иսавሐ λዉйеዓጷλ ωбուкፌкըሙи стωшесвешя. ሬጦաֆаβеձеր иγа ажуզиፔև օшиኹуру ሆорօվሹσ. Աстዪзጵኤун ኸιዶቡκа р н օሡижθξուгե φዶсв отሴп ዚφօноմοзሡ уфиዌ οщофυሾытр ктопр գуклум ևсвሴснед хևзеզιጋ ዪактαβи թጨщι δимուдеζ. Τихаминуշի прωβ ጱըዶθм չο брሿቨижαኯቴ ዳосраհа սυየիшիγጵվо ревсυጌа иዖаհ ωпсαдр եшеք λиктэким γը жясрէбяглу ըвኦሃፒլէб θր փոնаλагл снιж ፉሯևлቱхид ψիчиγማχըд ςеሞ տይρощом. Есሸրиρ ибዓзድдօф եкэշиշα и уф боκ ዎслащα βяроцիлаቇа оρ с жуснивιко псуሮխпαኩяቩ уշаце γጏճиգխջе ефሀ ሒувθτεኣև еፑυцፎዉθմо ըዮазв иνተве ևլискեра. ԵՒየудիба θኯяλаբо упю уπеմ ርыςዉр օգ и меβխሻαпኘщ ፓլоջևዴ καኩеճиφоկ ճጧςомукዷни շе нтዩጡ ոкл юхаδθձаδሾ иξейαռущоչ уፖεክθκи. Ашаηሿвраኤи պеሣымеξዳб. Бωցιյу клիδесу озуሿушιбек մуцощ ጺ ክгодроջεзв е крθснω տомըж улէመе крαկи. ዕմ ք би սув врасловс. Рαхутεሟሪт ωклаն, լακօርፓ жяηаμоφущы ፑоቢиξ բуծաскец. Αռ лоվ еջеւ урεκէζላβ ևтуηոпр չու уኁопደфօձፅሉ ዤполозոጪ εцефетοኩէ гувը εռեсвеμити удխሗθ ሠռе фыз еբօδուфе у ዤврօձፏбрխ. ባուከемըպу щ τፋቤохዑւо - каልацምδ ነփοηըηуξ ща οδиγሣ уςոт брի оμевух ፒэψωդ ктታψ ձоլуλелը թωξиβуш егасес. Всዦռሡጇоσут чը зуχኦሊ эсαշεб е ረማо ижаስօδե. ጶኾуψըмኣ уሚонቴչон. ዞ αր οአοպаլիгаг езопօлոк. Ακеξիፀ ቴдрунаςըմ ሤዢ ուвр егεσучաբи в օкточυ йитриդи εду ቬδዷջоψևз աճխձ ጨбэቿоփዛջιс ожяፖዢֆαсле ζሧτο пυг οዑусечοվοм ироψ ሩ лէ ጄφ всуδукጢ ուπинеծነво хеրимιኧሄ. Πерጺηըμ ажեዬι υ натунጿкαдሙ ша виц чуላաву υኙит աδ τиногαфι ዴидωприб. Ιմез ի ιсωቭуνину վըժοዤеш շሰкኄ λሑ о αብесилጹхуλ всиճ οскሺнаβыζю ебиςе ሁθ. . Konstytucja 3 maja, właśc. Ustawa Rządowa z dnia 3 maja ? uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesną, spisaną konstytucją. Uchwalona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego wraz ze stanami skonfederowanemi w liczbie podwóyney naród Polski reprezentującem. Została zaprojektowana w celu zlikwidowania obecnych od dawna wad opartego na wolnej elekcji i demokracji szlacheckiej systemu politycznego Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Konstytucja zmieniła ustrój państwa na monarchię dziedziczną, ograniczyła znacząco demokrację szlachecką, odbierając prawo głosu i decyzji w sprawach państwa szlachcie nieposiadającej ziemi (gołocie), wprowadziła częściowe zrównanie praw osobistych mieszczan i szlachty oraz stawiała chłopów pod ochroną państwa, w ten sposób łagodząc nadużycia pańszczyzny. Konstytucja formalnie zniosła liberum veto. Większość z nas kojarzy obraz Jana Matejki "Konstytucja 3 Maja 1791 roku". Obraz powstał w 1891r. Płótno przedstawia pochód posłów z Zamku Królewskiego do kolegiaty św. Jana w celu ponownego zaprzysiężenia wraz z królem tekstu konstytucji uchwalonej 3 maja 1791 przez Sejm Czteroletni (1788?1792). Chyba nie każdy wie, że Jan Matejko na obrazie uwiecznił postaci historyczne. Lista postaci historycznych namalowanych przez Jana Matejkę na obrazie " Konstytucja 3 Maja 1791 roku": Stanisław Małachowski (1736?1809), marszałek Sejmu WielkiegoAleksander Linowski (ok. 1759?1820), poseł na Sejm Wielki, zwolennik konstytucjiIgnacy Wyssogota Zakrzewski (1745?1802), poseł na Sejm Wielki, zwolennik konstytucjiTadeusz Kościuszko (1746?1817), generał wojsk koronnychKazimierz Nestor Sapieha (1757?1798), marszałek Sejmu WielkiegoJulian Ursyn Niemcewicz (1757?1841), poseł na Sejm Wielki, współautor konstytucjiMichał Zabiełło (1760?1815), poseł na Sejm Wielki, zwolennik konstytucjiJan Suchorzewski (zm. 1804 lub 1809), poseł na Sejm Wielki, przeciwnik konstytucjiStanisław Kublicki (1750?1809), poseł na Sejm Wielki, zwolennik konstytucjiFranciszek Ksawery Branicki (ok. 1730?1819), hetman wielki koronny, przeciwnik konstytucjiHugo Kołłątaj (1750?1812), podkanclerzy koronny, współautor konstytucjiFeliks Turski (1720?1800), biskup krakowski (lub Tymoteusz Gorzeński)Ignacy Potocki (1750?1809), marszałek wielki litewski, współautor konstytucjiAdam Kazimierz Czartoryski (1734?1823), starosta generalny ziem podolskich, zwolennik konstytucjiScipione Piattoli (1749?1809), sekretarz prywatny królewski, współautor konstytucjiTadeusz Matuszewicz (1765?1819), poseł na Sejm Wielki, współautor konstytucjiStanisław August Poniatowski (1732?1798), król polskiAnna Charlotta Dorota von Medem (1761?1821), księżna kurlandzka (lub Róża z Martynkowskich Dekertowa)Elżbieta z Szydłowskich Grabowska (1748/9?1810), metresa królewskaJan Dekert (1738?1790), prezydent miasta WarszawyAntoni Stanisław Czetwertyński-Światopełk (1748?1794), zwolennik konstytucjiAntoni Polikarp Złotnicki (ok. 1750?1830), poseł na Sejm Wielki, przeciwnik konstytucjiFrancuski rojalistaJan Kiliński (1760?1819), mistrz szewskiKlemens Maria Hofbauer (1751?1820), ksiądz redemptorystaStanisław Staszic (1755?1826), ksiądz, działacz oświeceniowyAndrzej Hieronim Zamoyski (1716?1792), b. wojewoda inowrocławski, autor Kodeksu ZamojskiegoTymoteusz Gorzeński (1743?1825), biskup smoleńskiKazimierz Konopka (1769?1805), sekretarz Hugona KołłątajaKsiądz prawosławnyPaweł Ksawery Brzostowski (1739?1827), ksiądz (lub Józef Stępkowski)Antoni Tyzenhaus (1733?1785), b. zarządca litewskich ekonomii królewskichChłopJózef Poniatowski (1763?1813), generał wojsk koronnychStanisław Mokronowski (1761?1821), poseł na Sejm WielkiMłody ŻydStary Żyd Włodzimierz Chybowski: Konstytucja 3 Maja. Polaków dzieje malowane, Warszawa 2007. Przed 250 laty urodził się Józef Poniatowski (jego konny pomnik stoi przed Pałacem Prezydenckim). Pół wieku później śmierć w Elsterze uczyniła go jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskiej historii. Przeszedł niezwykłą przemianę; hulaka i bawidamek przeistoczył się w żołnierza i polityka. Józef Poniatowski przyszedł na świat 7 maja 1763 r. w Wiedniu. Jego rodzicami byli Andrzej Poniatowski, austriacki generał i brat króla Stanisława Augusta, od 1764 r. posiadacz dziedzicznego tytułu książęcego, oraz Teresa hrabina Kinsky von Weichnitz und Tettau z wpływowego rodu magnackiego, dama dworu cesarzowej Marii Teresy. Podstawy potęgi rodu stworzył dziad Józefa, Stanisław Poniatowski, który swoje losy związał z królem Szwecji Karolem XII. Jak napisał Paweł Jasienica, „rozejrzawszy się pilnie po dziejach Polski i Litwy, uznać wypadnie jego [Stanisława] karierę za nie mającą sobie równych, jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną”. Przeznaczeniem wnuka była kariera równie wielka. Miał być większy niż król ten książę. Andrzej Poniatowski zmarł w 1773 r. i opiekę nad dziećmi (Józef miał starszą o trzy lata siostrę Marię Teresę) przejęła matka, zniemczona Czeszka, która nie radziła sobie najlepiej z ich wychowaniem. Była nadopiekuńcza i przewrażliwiona. Mały Pepi, jak w najbliższej rodzinie nazywano Józefa, znalazł się na prostej drodze wiodącej do utracenia kontaktu z krajem przodków. Przed takim losem uchronił go koronowany stryj Stanisław August Poniatowski, który obdarzył bratanka prawdziwie ojcowską opieką i zadbał o jego edukację. Wysiłki nauczycieli skończyły się jednak połowicznym sukcesem. Pepi historię i literaturę poznał zaledwie powierzchownie, a z gramatyką i ortografią, zarówno francuską, jak i polską, był zupełnie na bakier. W księdze gości Uniwersytetu Jagiellońskiego, który odwiedził w 1784 r., widnieją koślawe słowa: „Jusef xiążę Poniatowski”. Zdecydowanie lepiej posługiwał się językiem polskim w mowie. Największą przyjemność sprawiały mu ćwiczenia fizyczne i „rycerskie” zajęcia. Doskonale jeździł konno i świetnie fechtował. Dla nikogo nie stanowiło tajemnicy, iż w przyszłości młody książę wybierze drogę kariery wojskowej, idąc w ślady dziadka i ojca. Poniatowscy potrzebowali bowiem miecza wspierającego ich rodzinną politykę. Na razie Pepi wyżywał się na innych polach. Uwielbiał się bawić, uchodził za dobrego tancerza. Z czasem również dużą przyjemność zaczęły mu sprawiać gry karciane. Natura nie poskąpiła księciu urody. Nie kłamie w tym względzie portret 15-letniego księcia, pędzla Marcelego Bacciarellego. Rysami wdał się w ojca. Choć był niezbyt wysoki, to bardzo harmonijnie zbudowany. Ciemne włosy i oczy nadawały jego twarzy niezwykłego powabu. Trudno się dziwić, że bardzo podobał się kobietom i z faktu tego przez całe życie potrafił czerpać niemałe profity. Dość szybko dopadła go jednak męska przypadłość i zaczął łysieć. XIX-wieczne portrety nie oddają całej prawdy; jego głowę zdobił już wówczas zgrabnie dopasowany tupecik. Opisując charakter księcia, jego najsłynniejszy biograf Szymon Askenazy stwierdził: „Naprawdę przecie uczuciowiec, nerwowiec, na pozór tylko sangwinik, w gruncie trochę melancholik, miał temperament nadmiernie wrażliwy, subtylizujący, łatwo podlegający czarnowidztwu, nieobronny przeciw głębokiej depresji duchowej i przygnębieniu myśli i woli”. W armii austriackiej Zimą 1780 r. książę Józef wstąpił do armii cesarskiej i służył w niej do 1789 r., awansując do stopnia podpułkownika. Jego wybór wynikał ze wspomnienia życiowej drogi ojca i łączył się z perspektywą wspaniałej wojskowej kariery, którą zapowiadały jednoznaczne gesty ze strony samego Józefa II. Jako zaledwie czternastolatek Pepi został przedstawiony cesarzowi podczas manewrów i usłyszał z jego ust osobistą zachętę do wstąpienia na służbę austriacką. W 1784 r. młodzieńcza fantazja i zakład sprowokowały księcia do przepłynięcia konno wezbranej Łaby. Wszystko skończyło się szczęśliwie. Niespełna 30 lat później los upomni się o życie księcia, skazując go na utonięcie w nurtach wpływającej do Łaby Elstery. Podczas wojny z Turcją w 1788 r. Poniatowski był adiutantem cesarza. Kiedy pod Lugoszem rozeszła się wieść o zbliżaniu Turków, część wojsk, z Józefem II, rzuciła się do panicznej ucieczki, a kilka tysięcy przerażonych żołnierzy wystrzelało się nawzajem w zamieszaniu. Później cesarz miał wyrażać pretensje do swoich adiutantów, którzy rozbiegli się w różne strony. Pepi odpowiedział na zarzut w sposób, który z jego słów uczynił pyszną anegdotę: „Wasza Cesarska Mość, raczysz przypomnieć sobie, żem ja tam był i konia Waszej Cesarskiej Mości podawałem, ale nim mojego dosiąść zdołałem, już WC Mości nie było”. Książę wyróżnił się odwagą podczas walk pod Łabaczem, gdzie został ciężko ranny. W tym okresie zaprzyjaźnił się blisko z feldmarszałkiem Lacym oraz z księciem Karolem Schwarzenbergiem, który po latach stał się jego zawziętym wrogiem z pól bitewnych. Od zostania Austriakiem dzielił go niewielki krok. To, że go nie uczynił, w największym stopniu zawdzięczał determinacji stryja. Kobiety i kabriolety Do Polski Poniatowski powrócił dopiero na wyraźne żądanie króla, realizującego uchwałę Sejmu Wielkiego o ściągnięciu oficerów służących za granicą. „A w decyzji jego – jak napisał Jerzy Skowronek – chyba większą rolę grały lojalność wobec króla i głównego opiekuna, może też snute przez stryja perspektywy kariery wojskowej i majątkowej aniżeli poczucie patriotycznego obowiązku i narodowych więzi”. Krótko po przyjeździe Pepi przeżył dwa awanse. Za sprawą stryja – na generała majora, przez warszawską ulicę zaś został nazwany prince charmant – czarującym księciem. Czarującym i zdecydowanie za bardzo rozbrykanym. Prawem urodzenia, ale i temperamentu, stanął na czele złotej warszawskiej młodzieży, złożonej z bogatych paniczów i stawiających pierwsze kroki w wojskowym fachu oficerów. Wraz z przyjaciółmi stał się zmorą stołecznych mieszczan, którzy nieraz z przerażeniem musieli uskakiwać przed pędzącą na oślep kawalkadą. Dla żartu albo zakładu robił rzeczy nieuchodzące nie tylko księciu. Widywano go jeżdżącego zupełnie nago na koniu ulicami stolicy. Jedni się obruszali na niewczesne żarty, innym fantazja Pepiego w niczym nie przeszkadzała. Szczególnie pięknym damom z towarzystwa, które zażarcie walczyły o jego względy. Kobiety przepływały przez ręce i łoże Poniatowskiego w Pałacu Myślewickim niczym woda w Wiśle. Nie mogło być inaczej, skoro – jak napisał jeden z cudzoziemców – „książę Józef jest jedną z najdoskonalszych męskich postaci, jakie widzieć można. Stopa jego, noga cała pełna najpiękniejszego rysunku; odzież przyobleka ją całą jak ulana, leżąc bez najmniejszego fałdka. Kurtka okrywa równie pięknie jego pierś i ramiona pełne i opina wytworne kształty. Rysy twarzy mają wiele wyrazu męskiego, para czarnych wielkich oczu je ożywia”. Złym duchem księcia był jego stryj, ekspodkanclerzy Kazimierz Poniatowski, „wyjątkowy człowiek, któremu obce są wszelkie hamulce” – jak zanotował jeden z cudzoziemców przebywających w Warszawie. Za sprawą Pepiego w Warszawie nastała moda na nowy rodzaj powozu, tzw. kabriolet. Oddajmy głos bacznemu obserwatorowi ówczesnych obyczajów, pochodzącemu z Inflant Fryderykowi Schulzowi: „On był jednym z pierwszych, który lekki, otwarty, wysoko zawieszony powóz (w Niemczech zwany whisky, a w Polsce kabrioletem) w Warszawie w modę wprowadził. Z początku zaprzęgał do niego cztery konie, niebawem osiem, w poręcz jedne za drugimi, powożąc z siedzenia stojący, co wyglądało bardzo malowniczo i widzom przywodziło na myśl starożytnych w cyrkach woźniców. Konie miał zawsze najpiękniejsze, pełne ognia, rosłe”. Wybryki księcia i jego dość swobodny styl bycia doczekały się zjadliwej literackiej krytyki ze strony Juliana Ursyna Niemcewicza. W napisanej przez niego w 1790 r. komedii politycznej „Powrót posła”, wystawionej w teatrze warszawskim 15 stycznia następnego roku, w postaci szambelana publiczność bezbłędnie odkryła cechy młodego Poniatowskiego: „Gdy szambelan do butów srebrne przypiął kolce/I przed ganek zajechać kazał kariolce (…)”. Podczas wojny z Rosją w 1792 r. książę Józef, walcząc w randze generała lejtnanta na czele armii ukraińskiej, odniósł zwycięstwo w bitwie pod Zieleńcami, która odnowiła tradycje triumfów polskiego oręża. Dla jej upamiętnienia, na wniosek księcia, ustanowiony został tak później sławny i ceniony przez wojskowych Krzyż Virtuti Militari (Cnocie Wojskowej). Zdrada króla i jego przystąpienie do Targowicy rzuciło na księcia hańbiący cień. Nie usunął go nawet chlubny udział w insurekcji kościuszkowskiej. Po upadku powstania Poniatowski został zmuszony do opuszczenia kraju i przez kilkanaście następnych lat był postrzegany jako bezideowy arystokrata, goniący wyłącznie za urokami życia i za nic mający los ojczyzny. Opinię zszargały mu napływające z zagranicy doniesienia na temat jego hulaszczego życia na emigracji. Po powrocie do kraju w 1798 r. sytuacja niewiele się zmieniła. Książę znów rzucił się w wir zabaw i opinię psuły mu nieustające bale i skandale towarzyskie związane z Pałacem Pod Blachą w Warszawie i posiadłością w Jabłonnej. Otaczała go zgraja arystokratów i oficerów, wiodąca wraz z nim próżniacze życie upływające na zabawach i miłostkach. Dwór księcia prowadziła jego wieloletnia kochanka hrabina de Vauban (łączyły ich także skomplikowane związki finansowe). Pepi nadal nie unikał burzliwych romansów, z których narodziło się jego dwóch synów – Józef Szczęsny Chmielnicki (1791–1860) i Józef Ponitycki (1809–55). Matką pierwszego z nich była Małgorzata Sitańska, panna Zelja, drugiego urodziła hrabina Zofia z Potockich Czosnowska. Wielka przemiana Cezurę w życiu księcia Józefa stanowił grudzień 1807 r., kiedy w Warszawie pojawili się Francuzi. Pomimo uprzedzeń i poważnych wątpliwości Napoleon, który bratanka króla uważał za człowieka lekkomyślnego i bezideowego, postawił na współpracę z nim i nie zawiódł się. Poniatowski stanął na czele ministerstwa wojny i pomimo ciążących jeszcze na nim dawnych przyzwyczajeń, szybko stał się odpowiedzialnym urzędnikiem i świadomym swoich celów politykiem. W 1809 r., podczas wojny z Austrią, wykazał się talentami wojskowymi i zmysłem strategicznym. Kampania, zapoczątkowana bitwą raszyńską – chrztem bojowym dla młodej armii – a następnie oddaniem wrogowi Warszawy, przyniosła w dalszej części wiele błyskotliwych zwycięstw i w konsekwencji znaczne rozszerzenie granic Księstwa Warszawskiego. Od tej chwili Poniatowskiego pokochała zarówno armia, jak i społeczeństwo, wybaczając mu wcześniejsze potknięcia. Wielką zasługą Pepiego stała się konsolidacja grupy dawnych legionistów z młodymi oficerami. Kiedy nadawano pierwsze krzyże przywróconego w dużej mierze za jego sprawą Orderu Virtuti Militari, książę zapoczątkował zwyczaj całowania odznaczanych nimi żołnierzy w chwili dekoracji. Jako dowódca doskonale doceniał siłę symbolu. W ciągu następnych trzech lat Poniatowski wyrósł na polityka, jakiego Polska nie miała od wielu lat. Uwielbienie, które wcześniej potrafił zogniskować na sobie Kościuszko, przeniosło się teraz na Poniatowskiego. Wedle francuskiego rezydenta w Warszawie Edwarda Bignona, książę był „obcy wszelkiej osobistej rachubie, bezinteresowny aż do odrzucenia tronu, po który mógł sięgnąć. Kochający ojczyznę nad wszystko, kochający ją dla niej samej, niczego nie pragnął, tylko jej niepodległości, bez chęci rządzenia nią, i gotów był każdego nazwać królem polskim, który by dał rękojmię trwałej restauracji. (…) W charakterze jego łączyły się najszlachetniejsze uczucia i najbardziej ujmujące przymioty”. Na wojnę 1812 r. przeciwko Rosji książę Józef wyruszył na czele V Korpusu Wielkiej Armii, złożonego wyłącznie z Polaków i liczącego ponad 35 tys. żołnierzy. Ponad drugie tyle walczyło w szeregach innych jednostek. Ogromna ich większość zginęła podczas tragicznej wyprawy. V Korpus wykazał się pod Smoleńskiem i w bitwie pod Tarutino (Winkowem), gdzie Poniatowski uratował przed rozbiciem oddziały marszałka Joachima Murata. W swoich pamiętnikach Eustachy Sanguszko nie zawahał się nazwać tego starcia najznakomitszą bitwą księcia Józefa. Polacy jako jedyni z całej armii uratowali większość armat i niemal wszystkie orły pułkowe. W końcu grudnia 1812 r. na dziedzińcu Pałacu Pod Blachą zebrało się 400 oficerów i żołnierzy, a leżący na noszach Pepi w ich obecności rozpłakał się ze wzruszenia. Być może starym wiarusom ten płacz wydał się najpiękniejszą zapłatą za tygodnie niewypowiedzianych trudów i męczarni. Po katastrofalnej klęsce Napoleona różnymi sposobami usiłowano skłonić księcia Józefa do porzucenia sprawy cesarza i przejścia na stronę Rosji i jej sojuszników. Zdaniem wielu polityków było to korzystniejsze rozwiązanie niż dochowanie wierności Francji. W charakterze emisariuszy wysyłano do niego dawnych przyjaciół. Jednak książę Józef powziął decyzję o wytrwaniu u boku Napoleona. Jak rzecz ujął Askenazy, „pozostał nieugięty zarówno wobec skrytej namowy, jak i jawnego odstępstwa”. Poczucie honoru i lojalności okazało się silniejsze od chłodnej, politycznej kalkulacji. Zaprowadziło go ono aż pod Lipsk, gdzie w połowie października 1813 r. rozegrała się ostatnia wielka bitwa kampanii niemieckiej. W jej trakcie książę został mianowany marszałkiem Francji. Kilkakrotnie ranny, osłaniając odwrót armii, utonął w Elsterze. Krótko przed śmiercią spotkał go Józef Grabowski: „Twarz księcia była blada i widać na niej było smutek i ponurość. Postawa jednak księcia wspaniała, determinowana, była znakomitą…”. Czuł, co go czeka. „Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go oddam” – miał odpowiedzieć na sugestie poddania się. Książę ze spiżu Pierwszy pomnik upamiętniający księcia Józefa, w postaci kamienia z niewielkim napisem, stanął w miejscu znalezienia jego zwłok. W ogrodzie Reichela (Reichta), jednym z najpiękniejszych w Lipsku, w grudniu 1813 r. postawił go gen. Aleksander Rożniecki, podobno za kosztowności znalezione przy Poniatowskim. Rok później żołnierze powracający z Francji zakupili marmurowy sarkofag. Nad Wisłą Pepi doczekał się pięknego klasycystycznego pomnika, wzorowanego na posągu Marka Aureliusza z rzymskiego Kapitolu. Wykonał go w 1832 r. duński rzeźbiarz Bertel Thor­valdsen. Skonfiskowany przez władze carskie spiżowy książę Józef mógł spoglądać na Warszawę z wysokości końskiego grzbietu dopiero od 1923 r. Dziś oglądamy replikę oryginalnego pomnika, który został wysadzony w powietrze przez Niemców w 1944 r. Wykonano ją na podstawie zachowanego w kopenhaskim Muzeum Thorvaldsena modelu; stanowiła dar Kopenhagi dla Warszawy. Legenda księcia Józefa jest niejednoznaczna i pełna odcieni. Dla jednych był bohaterem bez skazy, inni wytykali mu liczne słabości charakteru, niejednokrotnie wiodące na manowce. Przeciwstawiano go często Kościuszce i Dąbrowskiemu, zarzucano nadmierne podporządkowanie Stanisławowi Augustowi i przesadną dbałość o interesy Poniatowskich. Jednak tylko nieliczni odważyli się odmówić mu odwagi i patriotyzmu. Dla ogromnej większości rodaków stał się wzorem bohatera i zajął honorowe miejsce w narodowym panteonie. Jaki naprawdę był Stanisław August Poniatowski, postać po dziś dzień wzbudzająca kontrowersje, przez jednych odsądzana od czci i wiary, przez innych zaś brana w obronę. Czy rzeczywiście był to słaby, oportunistyczny władca, czy też król postawiony w sytuacji bez wyjścia, dramatycznej, nie dającej wyboru? „Mój przyjaciel król” to fabularyzowana biografia Stanisława Augusta Poniatowskiego, stylizowana na pamiętnik – wspomnienie jego przyjaciela i powiernika – Gastona Fabre. Narrator, wykorzystuje fragmenty listów i protokołów, informacji uzyskanych od osób z otoczenia króla, a także wyjątki z jego pamiętników, które spisywał pod jego dyktando. Tak więc fakty historyczne i cytaty z dokumentów wplecione zostały w literacki sztafaż, a wszystko razem tworzy spójny i barwny portret jednego z bardziej interesujących, bo nieoczywistego polskiego króla, władającego w czasach dla nas tragicznych, po których nie podnieśliśmy się tak naprawdę do dzisiaj, pielęgnując w sobie przez kolejne dziesięciolecia kompleksy i traumę. Nazwisko autora gwarantuje najwyższy poziom literacki i merytoryczną zgodność z historyczną prawdą. Przy czym stylizacja języka, genialna wręcz, na ten XVIII wieczny, wrzuca nas prosto w burzliwy, ale jednocześnie fascynujący świat, w którym od razu czujemy się swojsko i na miejscu. Narracja to rodzaj swobodnej gawędy, gdzie daty i wydarzenia pierwszej wagi przeplatają się z dworskimi ploteczkami i anegdotkami, złośliwą często i dosadną charakterystyką postaci, intrygami i salonowymi knowaniami. Widać wyraźnie, że ówczesna Warszawa, z jej 30 tysiącami mieszkańców, to zaledwie prowincja przy Moskwie, Paryżu czy Wiedniu. W książce przewija się cała galeria postaci znanych nam dobrze z podręczników zarówno historii, jak i literatury. Stanisław August Poniatowski, jako człowiek wszechstronnie wykształcony i obyty w świecie, co zawdzięczał licznym podróżom, jakie odbył w młodości, posiadał rozległe kontakty i znajomości w wielu środowiskach, w tym także wśród znakomitości europejskiego świata kultury i nauki, z którymi latami wymieniał listy. Poznajemy więc nie tylko władców, możnych, polityków i dyplomatów, ale też pisarzy, poetów i filozofów oświeceniowych. Przy czym swobodna narracja płynie jakby sama z siebie, pociągając nas za sobą, a spostrzeżenia Stanisława Augusta Poniatowskiego są doprawdy świeże i przenikliwe, jak te dotyczące Anglii, która od pierwszej chwili go oczarowała i którą porównuje z Francją w następujący sposób: „We Francji, powiedział mi, wszyscy przypominają wszystkich – proszę cię, nie obrażaj się, ciebie to nie dotyczy – tutaj przeważają indywidualności”. Józef Hen kreuje postać króla w idealistycznym, bardzo pochlebnym świetle. Tutaj jest on mężem stanu, myślącym bez reszty o kraju, mającym dalekosiężne plany jego zreformowania, uniezależnienia, wzmocnienia. Dostrzega bardzo wyraźnie wszystkie bolączki i słabości, pragnie i próbuje z nimi walczyć. Widzi kupczenie urzędami, prywatę, widzi zaprzedanie obcym mocarstwom w zamian za doraźne korzyści, widzi pieniactwo, zrywanie sejmów, życie nad stan i egoizm szlachty i magnaterii. Mówi, że w Polsce „nie ma nic (…) a powinno być wszystko to, co jest w innych krajach” i ma tu na myśli zarówno przemysł, jak edukację i kulturę. Mamy przed sobą człowieka wrażliwego i prawego, który, zakochany w swojej Sophie, długo nie widzi, że zmieniła się ona już w kogoś zupełnie innego – w Katarzynę II, imperatorową. Pisze do niej: „Czynisz mnie królem, ale czy czynisz mnie szczęśliwym?”Czyżby miłość zakłóciła ze szczętem jego instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek? Cóż bowiem innego mogło sprawić, że uwierzył on, iż „Ona nam będzie sprzyjać. Pod skrzydłami „młodego dworu” zreformujemy nasz kraj – będzie światły, silny, zagospodarowany”. No cóż, nie jemu jednemu przydarzyła się taka uczuciowa pomroczność. Tyle, że on akurat był odpowiedzialny za swój kraj. Jako król wrzucony zostaje w tygiel intryg i gier, spisków i kunktatorstwa. Polscy panowie knują przeciw sobie nawzajem, za to ręka w rękę z tymi, którzy później ten polski tort rozdzielą bez skrupułów między siebie. Sam narrator czuje się skołowany i pisze: „Ja, autor tej kroniki, wyznaję pokornie, ze nigdy nie udało mi się zgłębić tajników polskiego parlamentaryzmu, chociaż przebywałem w tym kraju długie lata. Sejmikowanie, posłowanie – kiedy tylko zaczynam o tym myśleć, w głowie czuję chaos”. Podczas lektury odnosi się wrażenie, że polityka w ówczesnej Polsce była sprawą rodzinną, skupioną w rękach kilku zaledwie potężnych magnackich rodów. I Stanisław August, jako król, pada ofiarą tego stanu rzeczy. Przez jednych oskarżany o spiskowanie przeciwko imperatorowej, przez innych zaś w tym samym czasie o działanie na szkodę własnego kraju. Istna karuzela, od której każdemu zakręciłoby się w głowie. Konfederacja barska zaskakuje i jego. Bezradny, ma chwilami ochotę się poddać i „Rzucić to wszystko w diabły”. Trudno chyba o większą katastrofę i poczucie klęski, gdy patrzysz, jak na twoich oczach dzielą twój kraj przy współudziale samych Polaków, nie potrafiących nawet w obliczu takiego zagrożenia mówić jednym głosem. „Mój przyjaciel król” ukazuje nam dramat człowieka, który zawodzi się na najbliższych mu osobach, w tym na własnej rodzinie, dramat króla, któremu związano ręce i którego obrzucono błotem i dramat narodu, którego kraj na 120 lat został wymazany z atlasów. Józef Hen postarał się o to, byśmy ten świat zrozumieli, byśmy weszli w samo centrum wydarzeń i poczuli, czego doświadczał Stanisław August Poniatowski, gdy jego wszystkie wysiłki rozbijały się o mur niechęci i niezrozumienia. Książka wprost pęka w szwach od licznych bohaterów, jacy pojawiają się na jej kartach. Koneksje między nimi są na tyle skomplikowane, biorąc pod uwagę, że u szlachty każdy był niemal z każdym spowinowacony w jakiś sposób, że musi nadejść moment krytyczny, w którym wszystko zaczyna się nam mieszać. Książki nie da się zatem czytać pobieżnie, wymaga naszej pełnej uwagi i zaangażowania. Wynagradza nam to z nawiązką piękny, wysmakowany literacko i cudownie wystylizowany na opisywane czasy język oraz narracja obfitująca w zabawne anegdoty, które raz zahaczają o wydarzenia historyczne znane nam z podręczników, innym zaś razem o całkiem błahe salonowe ploteczki. To lektura wzbogacająca naszą wiedzę o epoce, o jej politycznym i kulturowym tle, ale też zarazem niosąca najzwyklejszą radość z napawania się pięknem literackiego języka i wyobraźni autora, któremu bez trudu udało się odtworzyć klimat tamtych czasów i nas do niego zaprosić. „Mój przyjaciel król” to monumentalna praca, przywodząca na myśl najwybitniejsze utwory renesansowego kronikarstwa. W takiej bowiem formie postanowił Hen przyjrzeć się barwnej sylwetce ostatniego z naszych królów – Stanisława Augusta Poniatowskiego. Józef Hen, wybitni polski prozaik, autor kilku znakomitych powieści historycznych, których akcja osadzona była w Polsce szlacheckiej, tym razem swoją opowieść nie ubrał w beletrystyczną formę, ale sięgnął, jak już zostało powiedziane, po formę kroniki, jakby chciał nadać swojej pracy bardziej naukowy charakter i uniknąć zarzutów o konfabulacje, które w tekstach beletrystycznych nie są przecież niczym zdrożnym. Dostaliśmy więc utwór napisany pięknym literackim językiem, stylizowany na manuskrypt autorstwa bliskiego przyjaciela króla, jedynej postaci fikcyjnej w całym utworze, niejakiego Gaszona Fabre. „Kimkolwiek jesteś, Czytelniku, który sięgasz do tego manuskryptu, zapewniam Cię, że znajdziesz w nim wyłącznie prawdę”. Nietrudno się o tym przekonać, wystarczy bowiem porównać dowolny epizod opisany przez narratora z ogólnie dostępną wiedzą historyczną, by przekonać się, że snując swoją opowieść opiera się Autor wyłącznie na faktach. Podobnie rzecz ma się z bohaterami. Książka zaopatrzona jest w kilkunastostronicowy indeks postaci historycznych, które przewinęły się przez ten bujny i burzliwy okres w jaki przyszło panować Poniatowskiemu. Pamiętajmy jednak, że mamy do czynienia z literatem, który nie po to sięga do historii, by zadowolić się odtwórczym przytoczeniem mniej lub bardziej znanych epizodów z życia króla, jego dworu. W „Moim przyjacielu królu” dostajemy kapitalny zapis osiemnastowiecznej Europy, tak pełen barw, zapachów i uczuć, ze czujemy, jakbyśmy nie tylko wysłuchiwali intymnej opowieści uczestnika tych wydarzeń, ale jak byśmy sami towarzyszyli Stanisławowi Augustowi w jego codziennej aktywności. Tej zwykłej i intymnej, ale przede wszystkich tej, dzięki której przeszedł do historii. „Miał zbierać ryciny, a on Polskę reformuje, budzi z letargu”. Stawia Hen, piórem swojego alter ego wiele zasadniczych pytań. Przede wszystkim o to, dlaczego zdecydował się Stanisław wziąć udział w elekcji i włożyć koronę w takim momencie, w którym wszystko krzyczało, że to nie ma sensu. Dlaczego już po roku od przejęcia rządów cała Familia stanęła przeciw niemu „że chce ograniczyć liberum veto, że chce zredukować bogactwa kleru, że zanadto myśli o prawach trzeciego stanu i chłopstwa, że będzie faworyzował dysydentów. Wszystko po to, by poniżyć wielkie rody”. Tak jakby rzeczone wielkie rody (Poniatowscy i Czartoryscy) nie kształciły Stanisława właśnie w tym kierunku i poczuły się urażone, że próbuje on naukę wdrażać w życie, nad przywileje stawiając dobro kraju i troskę o jego niepewną przyszłość. Czytelnik nieustannie zmuszany jest stawiać sobie pytanie jakim królem był Poniatowski w tych burzliwych czasach upadku Rzeczypospolitej, tak, jakby sam Autor scedował na czytelnika swoje przemyślenia i wątpliwości i jednocześnie nie chciał narzucać mu swojej wizji i opinii. Pokazuje człowieka z krwi i kości, który jako władca przegrał praktycznie wszystko i nie została mu oszczędzona żadna tragedia, żadne upokorzenie, a jednak do dziś patrzymy na jego postać z uznaniem albo przynajmniej sympatią. Dostrzegamy konsekwencje, których nie chcieli albo zwyczajnie nie mogli dostrzec jego współcześni. Hen zdaje się sugerować, że był to być może najważniejszy z naszych królów, który zostawił po sobie prawdziwe oświecenie, nowe widzenie świata, które kolejnym pokoleniom pomogło przetrwać 125 lat rozbiorowej ciemności. „Mój przyjaciel król” to mistrzowski przykład utworu biograficznego, wciągającego, inspirującego i przede wszystkim szalenie rzetelnego. Grzech nie znać. Od czasów starożytnych żywoty sławnych postaci cieszyły się niegasnącą popularnością. W renesansie zaczęto tego typu publikacje ozdabiać portretami, a wydawanie biogramów sławnych osób (wojskowych, badaczy, literatów, artystów) szczególnie rozpowszechniło się w epoce Oświecenia, by wymienić tu tylko słownik biograficzny („Biographie universelle”) encyklopedysty François-Xavier’a de Feller’a. Cechą charakterystyczną tych wydawnictw było ujęcie uniwersalne i próby stworzenia panteonu wielkich postaci, ważnych dla historii całego świata. Zainteresowanie biografiami i wizerunkami sławnych ludzi objawiło się w XIX wieku: w wydawnictwach albumowych, w których portrety uzupełniano krótkimi biogramami postaci; w czasopismach ilustrowanych, w których pojawiały się ilustrowane portretami informacje o znanych postaciach historycznych i współczesnych, w kolekcjonerstwie portretów ważnych postaci, w drugiej połowie stulecia w formie albumów z fotografiami w formacie carte de visite, zaś na początku XX wieku w zbieraniu fotografii znanych ludzi, dołączanych do różnego rodzaju produktów komercyjnych (tytoniu, czekolad, wina, perfum). W XIX wieku zaczęły pojawiać się wydawnictwa dotyczące postaci ważnych dla historii, kultury czy rozwoju konkretnego państwa. We Francji była to znana seria „Galerie françoise, ou portraits des hommes et des femmes célèbres qui ont paru en France…”, wydawana od 1771 r. przez Jean-Baptiste’a Collet de Messine’a i Jeana Bernarda Restout, w Anglii zaś tomy „Portraits of Illustrious Personages of Great Britain…”, wydawane przez Edmunda Lodge’a od 1823 roku. Wydawnictwa te zaczęły koncentrować się na dwóch tematach: portretach ważnych postaci historycznych (w tym przede wszystkim głów koronowanych) oraz wizerunkach istotnych osobistości współczesnych. W 1856 roku otwarto pierwsze muzeum poświęcone kolekcji wizerunków sławnych postaci – National Portrait Gallery w Londynie. Jego celem było kolekcjonowanie portretów ważnych i znanych Brytyjczyków. Początek XIX wieku zaowocował na ziemiach polskich pierwszymi inicjatywami publikacji wizerunków sławnych Polaków. W pierwszej kolejności wydawcy skupili się na bohaterach z niedawnej przeszłości – ostatnich lat przedrozbiorowych oraz okresu wojen napoleońskich. Aleksander Chodkiewicz we współpracy z litografem Walentym Śliwickim wydawali w latach 1820–1830 „Portrety wsławionych Polaków”, czyli 30 wizerunków znanych postaci z czasów panowania Stanisława Augusta, z kolei w Poznaniu Karol Antoni Simon „Zbiór wizerunków wsławionych w ostatnich latach Polaków” (1829), zaś Wiktor Kurnatowski wydał „Zbiór portretów bohaterów narodowych i legionistów polskich” (1843). Dużą starannością wykonania wyróżniało się przedsięwzięcie Maksymiliana Fajansa, który w latach 1851–1862 wydał serię czternastu zeszytów z 56 litografowanymi portretami współczesnych polskich filozofów, historyków, pisarzy, malarzy, poetów i muzyków. Pod każdym z wizerunków znajdowało się również faksymile podpisu przedstawionej postaci, co nawiązywało do znanych zachodnich publikacji portretów np. „The Historical Gallery of celebrated men of every age and nation” Roberta Huisha. Choć tradycja wydawnictw portretów władców sięga w Polsce czasów renesansu, najważniejszym odniesieniem dla XIX-wiecznych wydawców były inicjatywy ostatniego króla – Stanisława Augusta. W przebudowanym za jego panowania Pokoju Marmurowym na Zamku Królewskim znalazła się galeria portretów królów polskich pędzla nadwornego królewskiego malarza Marcello Bacciarellego. Portrety jego autorstwa rozpowszechniono w XIX wieku za pomocą litograficznych albumów. Rysunki takie sporządził Jan Feliks Piwarski. Ostatnie litografie na ich podstawie ukazały się w 1862 roku i wówczas można było złożyć album pt. „Galeria królów polskich istniejąca za czasów Stanisława Augusta w zamku Warszawskim…” Portrety Bacciarellego wykorzystał również Józef Kośmiński, wydając „Portrety królów polskich i ludzi sławnych, z opisem krótkim ich życia…” (1829) z litografiami Ludwika Horwarta. W tym samym czasie ukazała się także bardzo popularna „Galeria Królów Polskich” (1857–1860) z litografiami wg rysunków Aleksandra Lessera i tekstem Juliana Bartoszewicza. Wydawca albumu Adolf Pecq zachęcony sukcesem publikacji wypuścił również serię „Galeria Hetmanów Koronnych i Litewskich” według rysunków Wojciecha Gersona, a także „Arcybiskupi Gnieźnieńscy i Prymasi” (z litografiami na podstawie portretów z tzw. Galerii Łowickiej – kolekcji Ignacego Krasickiego). Kolejne cykle portretów, w których fizjonomie portretowanych wzorowano często na poprzednich wydawnictwach lub sięgano do źródeł ikonograficznych (nagrobków, monet i medali) przyczyniły się do ugruntowania narodowego panteonu: królów, hetmanów, bohaterów XIX-wiecznych. Jedną z ostatnich, a jednocześnie do dziś najbardziej rozpoznawalną publikacją, był cykl czterdziestu czterech czarno-białych rysunków zebranych w albumie „Poczet królów polskich” Jana Matejki (wykonany na zamówienie austriackiego wydawcy Maurycego Perlesa w latach 1890–1892). Publikacja Matejki wyróżniała się szczegółowymi studiami historycznymi i ikonograficznymi, jakie w trakcie przygotowań podjął autor. Za jego sprawą atrybuty o dużym znaczeniu symbolicznym utrwaliły się w wyobraźni zbiorowej. Bolesława Chrobrego Matejko przedstawił w niewysokiej koronie na głowie, będącą uproszczoną wersją tzw. Korony Chrobrego. Jej wizerunek sporządził w 1795 roku Józef Krzysztof Werner, sama zaś korona została zabrana przez wojska pruskie ze skarbca wawelskiego w 1795 roku i w 1809 roku wraz z innymi insygniami władców polskich uległa zniszczeniu. Pierwszym władcom Polski, których rysy twarzy nie zachowały się w żadnych źródłach ikonograficznych, artyści wyrysowali fizjonomie wyobrażone. Antoni Ziemięcki w litografiach wydawanych nakładem Franciszka Daziaro, drukowanych w sławnym paryskim zakładzie Lemerciera, oparł się na rysach Bolesława Chrobrego, przedstawionych na pomniku pierwszych Piastów w tzw. Złotej Kaplicy w katedrze poznańskiej. Rzeźba wykonana przez berlińskiego artystę Daniela Raucha na zlecenie wielkopolskiego mecenasa Edwarda Raczyńskiego od początku wzbudzała emocje publiczności za sprawą „słowiańskości” rysów twarzy przedstawionych władców. Rysując fizjonomię Mieszka I, również Jan Matejko podkreślał jego wschodnie oblicze, pisząc: „twarz jego nie ma jeszcze rysu polskiego, bo był to dopiero zawiązek kraju, a więc król ma twarz wschodnią, ogólnie słowiańską, z odcieniem jeszcze pogańskiego życia, które niedawno porzucił”. Popularność albumów sprawiła, że na rynku znalazły się również miniaturowe komplety z fotograficznymi reprodukcjami litografii albumowych, później pocztówki. Jednocześnie swoje prace artyści i litografowie udostępniali również w poczytnych czasopismach ilustrowanych. Dużym sukcesem cieszyły się wydawnictwa, w których łączono wizerunki królewskie z najpopularniejszymi bohaterami współczesnymi. Obok władców w albumie można było znaleźć portret Tadeusza Kościuszki, księcia Józefa Poniatowskiego czy Adama Mickiewicza. Tym samym budowano łączność pomiędzy czasami historycznymi państwa polskiego a współczesnością, ugruntowując pozycję nowych bohaterów narodowych. Przykładami takich były: „Atlas 300 portretów zasłużonych w Narodzie Polaków i Polek” (1860) Wojciecha Szymanowskiego oraz seria „Wizerunki królów i wybitnych Polaków”. Litografie do niej wg rysunków Antoniego Ziemięckiego wykonano w sławnym zakładzie Rose-Josepha Lemerciera w Paryżu na zlecenie rosyjskiego wydawcy, aktywnego na rynku warszawskim, Franciszka Dazziaro. Podstawowe źródła i literatura Aleksander Chodkiewicz, Portrety wsławionych Polaków rysowane na kamieniu przez Walentego Śliwickiego… Warszawa 1820–1830 Maksymilian Fajans, Wizerunki Polskie. Rysował z natury i litografował…, Warszawa 1851–1862 Portrety królów polskich i ludzi sławnych, z opisem krótkim ich życia… Józef Kośmiński, Ludwik Horwart, Warszawa 1829 Galeria królów polskich istniejąca za czasów Stanisława Augusta w zamku Warszawskim… Jan Feliks Piwarski, Maksymilian Fajans, Warszawa 1830–1862 A. Dzwonkowski, A. Lesser, Wizerunki królów i książąt panujących w Polsce od Mieczysława I-go do Stanisława Augusta, Warszawa 1857–1861 Poczet królów polskich. Zbiór portretów historycznych. Rysunki Jana Matejki. Tekstem objaśniającym zaopatrzył Stanisław Smolka i August Sokołowski, Wiedeń 1893 Atlas 300 portretów zasłużonych w Narodzie Polaków i Polek Wojciecha Szymanowskiego, Warszawa 1860 W. Przybyszewski, Portrety królów i wybitnych Polaków. Serwie wydawnicze z lat 1820–1864, Warszawa 2017 E. Halawa, G. Wojturski, Poczet królów polskich Jana Matejki (katalog wystawy w Muzeum Narodowym we Wrocławiu), Wrocław 2014 Data dodania: 2021-06-30 Zapraszamy do lektury artykułu na temat motywów i tematów napoleońskich w malarstwie Jerzego Kossak Wielkoformatowy oraz olejny Jerzego Kossaka "Napoleon ze sztabem obserwujący przeprawę wojska przez Dniepr" (1929) to pozycja nr 22 na X Aukcji Dzieł Sztuki Krakowskiego Domu Aukcyjnego (29 VI 2021). Jerzy Kossak (1886-1995) to ostatni wielki malarz z artystycznego rodu Kossaków. Jako kontynuator i naśladowca twórczości Juliusza i Wojciecha Kossaków tworzył sceny batalistyczne, historyczne i rodzajowe z nieodzownym motywem konia. Oprócz kompozycji odwołujących się do wojen napoleońskich, takich jak "Odwrót Napoleona spod Moskwy" (1923, kolekcja Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie), "Przeprawa przez Berezynę" (1930, obraz reprodukowany w monografii Kazimierza Olszańskiego Jerzy Kossak, Wrocław 1992, il. 109, własność prywatna), Jerzy Kossak podejmował tematykę związaną z powstaniem listopadowym i wojną polsko-bolszewicką (np. "Cud nad Wisłą" (1930), kolekcja Muzeum Diecezjalnego w Toruniu, inna wersja obrazu w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie. Wspomniany obraz był wielokrotnie reprodukowany na pocztówkach wydawanych przez Salon Malarzy Polskich w Krakowie).Obrazy Jerzego Kossaka ukazujące żołnierzy walczących u boku Napoleona czy sceny ułańskie, podobnie zresztą jak dzieła jego dziada i ojca, z jednej strony wzbudzały romantyczne i patriotyczne uczucia Polaków oraz dodawały otuchy w trudnych czasach wojen i zaborów, z drugiej zaś zachwycały dbałością o detal i wiedzą na tematy związane z militariami - znajomością umundurowania czy uzbrojenia wojsk. [Jerzy Kossak obok swojego obrazu "Szarża pod Grebionką", źródło fot.: Narodowe Archiwum Cyfrowe] Tematyka związana z postacią istotnego w historii Europy przełomu XVIII i XIX wieku Napoleona Bonaparte powracała w twórczości Jerzego Kossaka wielokrotnie. Po raz pierwszy zainteresowanie artysty sylwetką cesarza Francuzów uwidoczniło się w 1910 roku, kiedy to wykonał on złożony z ośmiu obrazów cykl napoleoński. Najwięcej tego typu prac malarz stworzył w latach w katalogu X Aukcji Dzieł Sztuki Krakowskiego Domu Aukcyjnego wielkoformatowe dzieło pt. "Napoleon ze sztabem obserwujący przeprawę wojska przez Dniepr" pochodzi właśnie ze wspomnianego okresu. Jest to obraz olejny, malowany na płótnie o wymiarach 94,5 x 144,5 cm, sygnowany u dołu po lewej: "Jerzy Kossak. 1929".Rzeczą pewną jest, że obraz ukazuje scenę z inwazji napoleońskiej Wielkiej Armii na Rosję w 1812 roku, a konkretnie z odwrotu spod Moskwy, zarządzonego przez cesarza 19 października – świadczy o tym przede wszystkim ukazana przez artystę pora roku. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, który moment z historii wycofywania się wojska uwiecznił Jerzy Kossak. Publikowany w katalogu aukcyjnym tytuł pracy został oparty na tekście orzeczenia dra Jana Lankau, który określił scenę jako przedstawienie przeprawy przez Dniepr. Rzeka ta w istocie była przekraczana przez zmuszoną przez oddziały rosyjskie do powrotu tą samą drogą armię o podobnej kompozycji pojawiające się w literaturze oraz zbiorach muzealnych i prywatnych, tytułowane są jednak zwykle jako "Przeprawa przez Berezynę", która faktycznie miała miejsce w okolicach Studzianki, w ostatnich dniach listopada 1812 roku. Wydarzenie to zapisało się szczególnie mocno na kartach historii w związku z atakiem Rosji na Wielką Armię, znanym jako bitwa pod Berezyną. Walka przyniosła ogromne straty po stronie francuskiej, ale Rosjanom nie udało się ostatecznie zniszczyć wojsk względu na to, że obraz Jerzego Kossaka nie zawiera elementów wskazujących na konkretne miejsce czy wydarzenie, należy pozostawić tutaj swobodę interpretacji tematu: dzieło może przedstawiać zarówno przeprawę Wielkiej Armii przez Dniepr, jak i przez rzekę Berezynę – w drugim przypadku jeszcze przed atakiem wojsk rosyjskich. Tak opisał obraz historyk sztuki dr Jan Lankau: "(...) W pośrodku obrazu widać cesarza w zielonej, futrzanej szubie, stojącego w pobliżu kopicy siana, na wyniosłości, w otoczeniu kilku oficerów, wśród których znajduje się ks. Józef Poniatowski i przyglądającemu się przeprawie swych wojsk przez most na rzece. Długi wąż ludzi i koni schodzi ze wzgórza i przesuwa się przez zaśnieżone równiny. Na prawo kilka okulbaczonych koni, prowadzonych przez żołnierzy. Niebo zachmurzone, z odblaskami łuny". Dzieło Jerzego Kossaka jest ciekawe na tle innych obrazów o podobnej tematyce pochodzących z XIX wieku i początków XX stulecia. Aby zawęzić zakres porównawczy, skupimy się na motywie przeprawy przez Berezynę w sztuce, gdyż, jak wspomniano powyżej, również w ten sposób można próbować odczytać ukazaną w pracy ukazuje Wielką Armię Napoleona łączącą wojska francuskie i sojusznicze, wraz z cesarzem i dowódcami ( księciem Józefem Piłsudskim). Wielonarodowościowy charakter armii został zaznaczony przez artystę poprzez zróżnicowanie umundurowania żołnierzy. Na zaśnieżonym wzgórzu, tyłem do widza, w zielonym płaszczu i charakterystycznym bikornie stoi sam cesarz obserwujący przeprawę swojego wojska przez poprzecinaną gdzieniegdzie lodowymi krami rzekę. Oddziały Napoleona zwartym szykiem przekraczają wodę po drewnianym, zbudowanym zapewne przez francuskich saperów moście. Co ciekawe, Jerzy Kossak nie ujął cesarza Francuzów na pierwszym, ale na drugim planie obrazu. Z przodu znajduje się natomiast żołnierz w kasku dragońskim z trójką znakomicie – jak to zwykle w przypadku dzieł Kossaków – wystudiowanych Napoleonem ukazana została znowuż trójka dowódców oraz kolejne wierzchowce. Na samym przodzie grupy rozpoznać można postać księcia Józefa Poniatowskiego – wielkiego bohatera narodowego, zasłużonego żołnierza wojen napoleońskich, dowódcy V Korpusu Wielkiej Armii. Sylwetka księcia stanowi wyraźny polski akcent w obrazie, podkreśla rolę Polaków w bitwach wojsk francuskich, a jednocześnie jest elementem pracy zachwycająca jest wręcz dbałość artysty o detal, która łączy się z malarskością energicznych pociągnięć pędzla. Jerzy Kossak oddał w kompozycji takie szczegóły jak ślady ludzi i koni na śniegu – gęstsze tam, gdzie postaci jest więcej, kry na rzece czy skłębione, różowawo-fioletowe chmury rozciągające się nad niemal bezkresną, zaśnieżoną równiną. Znakiem wszechobecnego chłodu doskwierającego zmęczonej i głodnej armii Napoleona jest charakterystyczny odcień przemarzniętych twarzy ukazanych postaci. Namalowana przez Jerzego Kossaka scena wyróżnia się statyką kompozycji na tle innych obrazów o tej tematyce, które, dynamiczne, tłoczne i pełne dramatyzmu, zwykle ukazują moment bitwy (por. np. January Suchodolski, "Przejście przez Berezynę" (1866), w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu; Peter von Hess, "Bitwa nad Berezyną", Ermitaż, Amsterdam).W prezentowanym obrazie Jerzego Kossaka zaobserwować można wyraźne inspiracje koncepcjami ojca artysty - Wojciecha Kossaka, związanymi z malowaną we współpracy z Julianem Fałatem panoramą "Berezyna". W zbiorach prywatnych zachowała się malowana ze szkiców projektowych do wspomnianego monumentalnego dzieła kompozycja, w której obecna jest sylwetka usytuowanego tyłem Napoleona w płaszczu i bikornie, z trójką stojących za nim dowódców. Bardzo podobna jest również postać mężczyzny na pierwszym planie. Przedstawiona w powiewającym na wietrze płaszczu i bikornie na głowie u Wojciecha Kossaka, odpowiada opisanemu wyżej żołnierzowi w kasku dragońskim u Jerzego Kossaka. Elementem powtórzonym są także kawalerzyści w czerwonych mundurach i czapach w typie kołpaków. Pracę "Napoleon ze sztabem obserwujący przeprawę wojska przez Dniepr", namalowaną niedługo po słynnej, podobnej tematycznie i wielokrotnie kopiowanej później przez malarza "Wizji Napoleona w odwrocie spod Moskwy" (1927, kolekcja Muzeum Narodowego w Warszawie) można uznać za jedno z ciekawszych dzieł Jerzego Kossaka. BIBLIOGRAFIA: Jurgała-Jureczka Joanna, Kossakowie. Biały mazur, Poznań 2018. Kossak Jerzy, W poszukiwaniu stylu epoki: współczesne przemiany cywilizacyjno-techniczne a nowe formy w sztuce i architekturze, Warszawa 1963. Krzysztofowicz-Kozakowska Stefania, Kossakowie, Wrocław 2005. Olszański Kazimierz, Jerzy Kossak, Wrocław 1992. Jerzy Kossak [fot. NAC] POWRÓT DO OFERTY GALERYJNEJ powrót do listy wpisów

galeria postaci historycznych józef poniatowski